Vlogi rodzinne, czyli współczesny voyeuryzm

autor: Wysokie Obcasy

„Hejka Kochani, zapraszam was na Mammy Doriska Morning Routine!” - słyszymy przyjemny kobiecy głos. Widzimy jasną przytulną sypialnię, w białej pościeli śpi blondynka. Po chwili przychodzi do niej mała zaspana dziewczynka.

„Tym razem pierwsza przyszła do mnie Lili” - słyszymy. Kobieta odsłania kołdrę i dziewczynka wskakuje do niej do łóżka. „Lileczka jest bardzo grzeczna, mogę jeszcze pół godzinki sobie pospać. Czasem daję jej telefon. Porób sobie zdjęcia, mamunia jeszcze 10 minut poleży. Kiedy się już obudzę, mamy chwilę na przytulaski, ale oczywiście Mijeczka nie daje o sobie zapomnieć”. „Mamo” - słychać głos drugiego dziecka. Blondynka wstaje, przeciąga się i idzie po drugą córeczkę.

Wszystko jest zbyt pastelowe, zbyt śliczne, zbyt wysprzątane, żeby nie było wyreżyserowane, ale poczucie prawdziwego podglądania budzącej się rano rodziny jest bardzo mocne. A my przecież uwielbiamy podglądać. Tym bardziej, im bardziej wydaje się to nam intymne, prywatne, zakazane.

Jesteśmy na vlogu Mammy Doriska (223 tysięcy subskrypcji). Doriska ma także drugi kanał vlogowy DLM (221 tysięcy subskrypcji). W informacjach o sobie pisze: „Witajcie w naszym codziennym życiu :) Doriska Lilli Mia ? ( Czasem tatuś Pawel - Todziu )”. Jej mąż faktycznie pojawia się okazjonalnie. Na niektórych filmach widzimy, jak leży razem z nią w łóżku, jak razem wstają, robią kawę i tosty, jak jedzą we czwórkę śniadanie. Ale główną aktorką jest tu zdecydowanie matka i oczywiście ich dwie małe córeczki - pięcioletnia Lilli i trzyletnia Mia.

„Witam w szczególności obecne jak i przyszłe mamy” - kontynuuje Doriska. – „Na tym kanale znajdziesz Mamusiowe Porady, DIY, Inspiracje, Recenzje, Baby Fashion, Mammy Fashion, Kuchnia Niemowlaka i to co wszystkie kobiety lubią najbardziej ZAKUPY :D”


W pierwszym z brzegu filmie widzimy dziewczynki. „Hejka Kochani, witamy was bardzo serdecznie na kanale Mammy Doriska” - mówią profesjonalnym, choć sepleniącym chórkiem pięcio- i trzylatka. „Dzisiaj zrobimy haul zakupowy z Primarka!”. Obie są ubrane na różowo, uczesane, czyściutkie, a między nimi uśmiechnięta i umalowana ich mama Doriska. „Dzisiaj mamy dużo rzeczy do pokazania – kontynuuje pewnym głosem pięciolatka. - A więc zaczynamy! Tu mamy opaseczki, a tu białe balerinki!”. Pokazuje je do kamery. „Badzio badzio badzio ładne!” - zachwala trzylatka, która jeszcze nie umie dobrze mówić, lecz jest już najwyraźniej bardzo sprawną vlogerką i specem od reklamy. Nic dziwnego, skoro występuje we vlogach swojej mamy od urodzenia, a właściwie jeszcze wcześniej, jeśli liczyć pobyt w brzuchu matki.

iStock

Pierwszy film na vlogu jest z 2013 roku, kiedy starsza Lilli miała 5 miesięcy. Od tamtego czasu śledzić możemy dokładnie życie obu dziewczynek – kiedy śpią, jedzą, bawią się, kąpią w wannie i zasypiają wieczorem w swoich łóżeczkach. Obserwujemy ich kolejne urodziny, święta i wakacje. Jesteśmy świadkami tego, jak uczą się chodzić, mówić, jeździć na łyżwach i na nartach. Wszystko to robią przed kamerą.

Komentarze widzów są zwykle entuzjastyczne:

- Hehe ale ten kanal jest fajny :) Slodkie dziewczynki i do tego super mama która oka z nich nie spuszcza :) Super od razu daje suba :)
- Strasznie mnie rozczula, jak Lili z czułością zajmuje się Mia
- To wejście Lileczki i Mijeczki w kostiumach??
- Ale słodziutkie! !!!

Pełne pytań: Tak z ciekawości, o której dziewczynki się położyły??
I próśb: Doriska, nagraj kiedyś house tour, twój cały dom wewnątrz :)

Widać, że widzowie znają ich codzienność od podszewki. I chcą znać jeszcze lepiej.

*

To, że dzieci uczestniczą w reklamowaniu różnych produktów, a więc z zarabianiu pieniędzy, jest tylko jednym z wielu kontrowersyjnych aspektów rodzinnego vlogowania. Czy etyczne jest wykorzystywanie dzieci do zarabiania pieniędzy? To jedno z wielu pytań w tym obszarze, na które nie ma jasnej odpowiedzi.

- Vlogowanie rodzinne to zjawisko stosunkowo nowe, a jego konsekwencje emocjonalne i społeczne zaczniemy dopiero poznawać. Dlatego więcej mamy tu pytań niż odpowiedzi - uważa Anna Resler, psycholog i psychoterapeutka.

Tendencja do podglądania, podpatrywania tego, co u innych, bycia „voyeurem” - była w nas zawsze. Ale nigdy dotąd technika nie umożliwiła nam podglądania innych w takim stopniu jak dziś. Każdy, kto ma kamerkę i dostęp do Internetu, może na żywo transmitować życie swoje i swoich bliskich, w tym także dzieci, 24 godziny na dobę. I ludzie z tej możliwości korzystają. Jedni się ochoczo pokazują, inni chętnie ich oglądają. Coraz bardziej jest to popularne także wśród polskich rodzin. Zwłaszcza, że okazało się, że można na tym nieźle zarabiać.

Vlogi rodzinne są chyba tak różne jak różni są ich twórcy: od żenujących po interesujące, od niepohamowanego strumienia świadomości po ścisłą kontrolę „kontentu”. Poziom naturalizmu niektórych może porazić nieprzygotowanego widza. Są opowieści o grubym brzuchu i o kupie niemowlaka, są sztuczne uśmiechy i prawdziwe łzy, jest trzęsący się obraz i zbliżenia twarzy w ostrym świetle bez makijażu. Jeszcze bardziej intymne niż obrazy wydają się pieszczotliwe słowa, jakimi matki zwracają się czasem do swoich dzieci. „Tiu tiu tiu, moje śliczności najpiękniejsze! A gu, a gu! A kto to zrobił kupę, kto?” Taka gwara jest na vlogach prowadzonych przez matki dość częsta.

Wśród twórców vlogów rodzinnych dominują kobiety. Mężczyźni są niemal zawsze z tyłu, pojawiają się i znikają, mniej lub bardziej udatnie odgrywając swoją rolę przed kamerą, podczas gdy stałą narratorką, reżyserką i aktorką jest matka. Obserwując vlogi rodzinne, doszłam do wniosku, że można je podzielić na kilka typów, tworzących jakby różne internetowe „plemiona” vlogerów. Wyróżniłabym co najmniej trzy:

Młode matki z dziećmi. Mąż pracuje, a ona siedzi sama w domu z dzieckiem. Vlog zabija nudę, a kiedy z czasem pojawiają się reklamodawcy, staje się źródłem dochodów.

Rodziny podróżujące - podróżnicy lub emigranci, dla których vlog jest czymś pomiędzy pamiętnikiem z podróży, a listem do rodziny i przyjaciół pozostałych w kraju.

I wreszcie: „zwykli” rodzice, pokazujący swoją „szarą” codzienność.
Chociaż może tego ostatniego plemienia tak naprawdę nie ma? Może każdy, kto prowadzi vloga, czuje się z jakiegoś powodu wyjątkowy i chce się tym pochwalić?

*

Na najnowszym filmiku vloga Więcej Życia w Życiu (671 subskrypcji) 10-ego chłopiec surfuje na falach. „Life is better when you surf. Kochani ...Życie jest piękne, Bóg jest dobry. Planujemy niedługo wrzucić kolejny materiał na YT a w międzyczasie zobaczcie jak nasz Beniamin surfuje - czyli nasz dzień jak co dzień”.

Rodzina w opisie przedstawia się tak: „Jesteśmy zwykłą rodziną 2+4, która zdecydowała się na trochę niestandardowe życie. Emigrując nie za pracą, a za marzeniami wyjeżdżamy na rok do Portugalii z dziećmi w wieku szkolnym, decydując się na edukację domową. Ryzykujemy wszystko, co do tej pory osiągnęliśmy i wypracowaliśmy, opuszczamy bezpieczne porty, strefy komfortu właśnie po to, by doświadczać więcej ŻYCIA, nauczyć się czegoś o sobie. Tym vlogiem chcemy inspirować innych do tego, by podążali za głosem serca i intuicji”.

- Pracowaliśmy w amerykańskiej firmie, która działa w oparciu o marketing sieciowy - opowiada Aldona, autorka vloga. W pewnym momencie zbudowaliśmy na tyle dobrze działający zespół odbiorców produktów, że nasza firma wypłacała nam prowizję, a my mogliśmy na pewien czas przestać pracować. Skoro tak, to może warto na rok wyjechać z Wisły? - pomyśleliśmy. Bardzo nas ciągnęło nad ocean. Spakowaliśmy się i pojechaliśmy do Portugalii. Vlog zaczęliśmy tworzyć w czasie tej podróży – przede wszystkim dla siebie, jako taki pamiątkowy album. Decyzję podjęliśmy wspólnie z dziećmi. Beniamin miał wtedy 9 lat, Zuzia 7, Mateuszek – 1,5 roku, Zosi jeszcze wtedy nie było. Dla nich vlogi nie były obce, bo często wspólnie oglądaliśmy takie dwie fajne rodzinki ze Stanów i z Hawajów. Dzieciom się spodobało, że będziemy tacy jak tamci.

Ja na vlogu po prostu dzielę tym, co mi leży na sercu. Spontanicznie. Nigdy się za bardzo nie zastanawiam nad tym, co powiedzieć. Uważam, że takie prawdziwe historie z życia wzięte są bardziej edukujące niż cokolwiek innego.

Pokazujemy, jak nam jest tu dobrze - że żyjemy sobie takim spokojnym życiem, slow life, good life. Cieszymy chwilą, pięknem oceanu, słońcem. Nie zwracamy uwagi na nic, co ma związek z ego - jaki się ma samochód, jak się jest ubranym, co się posiada. Nauczyliśmy się takiej postawy, żeby być otwartym na wszystko i do niczego nie być przywiązanym. Dobre jest przebywanie w takiej atmosferze każdego dnia.

Jeśli pojawiają się jakiekolwiek negatywne komentarze, to po prostu je usuwam. No bo po co mamy sobie psuć dobrą energię? Chcemy po prostu pokazać ludziom, że można być harmonijną, uśmiechniętą, odważną rodziną. Że warto realizować swoje marzenia. No bo jak inaczej można ludzi zainspirować, jak nie własnym przykładem?

*

- Vlogowanie na pewno może mieć wiele pozytywnych aspektów - mówi psycholog, Anna Resler. - Może integrować rodzinę, dawać dobry przykład innym, być dla dzieci zabawą i jednocześnie nauką emocji i komunikacji. Matka, która zaczyna nagrywać życie rodziny, może czerpać z tego wiele korzyści. Zyskuje zajęcie, zarabia pieniądze i buduje własną relacje ze społecznością. To może pełnić nawet funkcję autoterapii.

Z pewnością jednak rodzic, który jest reżyserem vloga, powinien nie tylko przestrzegać oczywistych granic – nie obnażać dzieci, nie ośmieszać ich, nie pokazywać ich w sytuacjach trudnych dla nich czy wbrew ich woli – ale generalnie podchodzić do tego z ogromną uważnością. Być może dla części dzieci będzie to konstruktywne doświadczenie – wpłynie na ich otwartość, odwagę, chęć do kontaktów ze światem, uczestniczenie w nagrywaniu vloga może dawać im dużo radości. Ale w przyszłości ich ocena tej sytuacji może się zmienić, może będą miały poczucie, że nie miały niegdyś pełnej oceny sytuacji i zgoda na to nie była w pełni świadoma, mogą wręcz czuć się wykorzystane. To tak jak aktorzy dziecięcy - część z nich jest z tego po latach dumna, ale część uważa, że zostały naruszone ich granice. Mam teraz w terapii 19-letnią osobę, która jest rozpoznawalna z powodu swojej działalności medialnej. I bardzo tego żałuje. W wieku lat 14-15 popularność bardzo ją cieszyła. Ale teraz jej marzeniem jest prywatność, a tej prywatności już nie ma. I nie da się z tego cofnąć.

Nawet dorośli nie znają konsekwencji swoich działań w przyszłości. Nawet jeśli skasują kiedyś te filmiki, nie wykasują wspomnień tysięcy osób, które je oglądały. Nie mamy zresztą gwarancji, że tego typu materiały nie są gromadzone w niejasnym celu i intencjach. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy wśród publiczności nie ma osób, które z pobudek własnych będą chciały zrobić z tego zły użytek.

*
- Cały dzień mam przy sobie kamerkę. Jak coś się dzieje albo przyjdzie mi do głowy jakaś myśl – nagrywam, a wieczorem decyduję, o czym to ma być i montuję – opowiada Dorota, autorka vloga maniekRODZINKA. - Myślę, że każdy z nas ma w ciągu dnia taką chwilę, którą można obrócić w coś ciekawego. Jak to moja mama mówi: „życie pisze scenariusze”. Owszem, czasem widzowie piszą, że nuda. Ale taka jest prawda: życie nie zawsze jest ciekawe. Wiem, że dla naszych widzów nawet zjedzenie z nami obiadu może być fajne. Mogą nawiązać z nami kontakt i napisać w komentarzach, jakie mają odczucia. Są tacy, którzy codziennie czekają na film, żeby sprawdzić, co nowego u nas słychać.

maniekRODZINKA (42 tysiące subskrypcji) tak zapraszają na swojego vloga:

„Tu Mańki! Po 10 latach w Anglii, wróciliśmy do Polski, aby żyć tutaj pełnią szczęścia :D Jak nam się to udaje, możecie śledzić na tym kanale! Zapraszamy:)”.

Zaczęli prowadzić vloga sześć lat temu, kiedy pojechali z dziećmi w kilkumiesięczną podróż po Indiach. Mieszkali wtedy na stałe w Anglii; pracowali fizycznie, w magazynach, sklepach, gdziekolwiek, byleby zarobić na kolejną podróż. Chcieli wykorzystać pobyt w Anglii, gdzie za jedną wypłatę mogli kupić bilety do Indonezji.

- Na początku bardzo krępujące było dla mnie występowanie przed kamerą - mówi Dorota. - Zwykle jestem straszną gadułą, ale jak Maniek wyciągał kamerę, to ja ani be ani me. Nie mogłam też na siebie patrzeć. „Boże, jaka ja jestem okropna!” - myślałam. Ale w końcu obyłam się z kamerą. Kiedy wróciliśmy z Indii, pomyśleliśmy: koniec podróży - koniec vlogowania. Ale wtedy spadła na nas lawina komentarzy, maili i wiadomości na FB od ludzi, którzy nas zaczęli oglądać: że oni tak bardzo nas proszą, żebyśmy dalej pokazywali swoje życie, bo oni nas pokochali i nie wyobrażają sobie dnia bez naszego filmu.

To było dla nas duże zaskoczenie. Pomyśleliśmy z mężem: Może zmienimy kontent? W sumie jesteśmy zgraną rodzinką i możemy pokazywać nasze codzienne życie, a nie tylko podróże. Ja też kiedyś oglądałam vloga jednej amerykańskiej pary. Polubiłam ich zwyczajnie, stali mi się bliscy i chciałam wiedzieć, co u nich. Teraz to samo stało się z naszymi widzami.
Od tamtego czasu Dorota nagrywa prawie codziennie. Również teraz, kiedy mieszkają w Polsce. Po 2-3 latach vlog zaczął przynosić konkretne zyski, więc stał się jej pracą.

- Nasz vlog polega na pokazywaniu codzienności: gotowanie obiadu, zakupy, wizyta u rodziców, na naszej działce pod Krakowem, odprowadzenie chłopców do szkoły. Widzowie mają wrażenie, że nas podglądają, ale to nie jest do końca prawda. Mamy kontrolę nad tym, co pokazujemy. Pokazujemy w końcu tylko 10-15 minut z naszego dnia i tylko takie problemy, jakimi w zasadzie można się podzielić z każdym - z panią w warzywniaku i z sąsiadem. Mamy zasady, których nie przekraczamy: nie pokazujemy nigdy chłopców niezadowolonych, płaczących, chorych, w sytuacjach intymnych - w toalecie czy łazience. Staram się nie pokazywać niczego, czego moi chłopcy musieliby się potem wstydzić. Nie chcę pokazywać kontrowersyjnych rzeczy tylko po to, żeby ściągnąć więcej oglądających. Chciałabym raczej, żeby ludzie czerpali z nas wzór i kochali się tak jak my.

Filmy są różne. Czasem jest „szoping”:

„Hej, hej kto jeszcze nie oglądał vlogaska to serdecznie zapraszamy ?? spontaniczny szoping w wykonaniu Maksia i Gabrysia w sklepie @empikcom. Wszystkie produkty na wyprzedaży w sklepie Empik, możecie zobaczyć na stronie. Na pewno znajdziecie coś dla siebie, rabaty są nawet do 70 % buziaki”

Czasem trochę filozofii życiowej:

„Dlaczego wyjeżdżamy do Azji? Bo tam odnajdujemy spokój. W Europie człowiek ciągle za czyś goni, ciągle coś musi. A tam jest spokój. My na początku całymi dniami za czymś goniliśmy, a wieczorem byliśmy sfrustrowani i wyrąbani. To nie na tym polega. Podróż przez Azję, i podróż przez życie w ogóle, polega na tym, że trzeba się uspokoić, znaleźć spokój w sobie. I my znaleźliśmy ten spokój i przekazujemy go naszym dzieciom. (.) Więc, Kochani, nie hejtujcie nas za to, że spełniamy nasze marzenia, że żyjemy pełnią szczęścia, bo czerpiemy z tego ogromną energię, którą możemy wam przekazać.”

Z komentarzy:

„Piękny, inspirujący, nocno-poranny monolog Dorotka, prosto z serca, to widać. Dziękuję za wszystkie słowa, dużo daje do myślenia. Pozdrowienia dla całej rodzinki. <3 Od wielu lat, niezmiennie Was uwielbiam!”

„Tak, to co Mańki lubią: brud smród i ubóstwo, niesamowite. Może powinniście tam zostać, przecież tam też ludzie żyją.”

„Super ja lubię jak gadasz a jak komuś się nie podoba to niech nie ogląda. Oglądam Was od początku jesteście super rodzinka z super pomysłem na życie. A co do chłopców są super i nie przejmuj się tym co piszą w komentarzach. Proszę o więcej filmów. Pozdrawiam całą rodzinkę. Papapa”.

„Maks to jest tak arogancki ze szok, zawsze wszystko mu się należy, wszędzie musi próbować i robić pierwszy, zadufany w sobie - ktoś powinien go w końcu oświecić, że świat nie kręci się wokół niego.”

Dorota: Oczywiście, jest wiele osób, którym się nie podoba nasz sposób wychowania. Uważają, że jesteśmy zbyt liberalni. Jak pozwoliłam Maksowi na przekłucie uszu, pofarbowanie włosów, kiedy przyznałam, że nie poszedł do Pierwszej Komunii, to podniósł się hejt. Ale musiałam to powiedzieć – tego i tak nie dałoby się ukryć. Widzowie by pytali, musiałam powiedzieć prawdę. Przyzwyczaiłam się do tego, że niektórym puszczają hamulce.

Ale brzydkich komentarzy jest mało. 98% komentujących to kochani przesympatyczni ludzie, którzy piszą nam miłe rzeczy. Dostajemy od nich mnóstwo wsparcia i pomocy, czasem ważnych dla nas informacji. Teraz mój mąż na przykład uczy się programowania dzięki jednemu z naszych przyjaciół, poznanych dzięki vlogom, który go namówił na kurs. "Maniek, nie będziesz przecież wiecznie pracował fizycznie. Lubicie podróżować, naucz się programowania, będziesz mógł pracować zdalnie." Już ma pierwsze zlecenia. Ciężko byłoby tworzyć codziennego vloga, gdyby przeważały złe emocje.

Chłopcom kamera nie przeszkadza w życiu. Mają już zresztą swój własny kanał na Youtube. Oni mieli po 2 i 4 latka, jak zaczęliśmy ich filmować. Dla nich to naturalne. Nie mają problemu z tym, że ich pokazuję publicznie. Nic na siłę - jak nie chcą, nie zmuszam ich. Gdyby mój syn powiedział: mamo, wykasuj to, to bym to zrobiła. Ale dzisiaj dla dzieciaków to nobilitacja, że są oglądani. W Krakowie zdarza się dość często, że ktoś podchodzi do nas na ulicy, chce zrobić sobie z nami zdjęcie. Dzieci za nami wołają na ulicy: „maniek rodzinka, maniek rodzinka!” Maks ma 10 lat i bardzo to lubi, cieszy się z tego. On bardzo chciałby działać w showbiznesie, a jego kanał ma sporo subskrypcji. Gabryś, 7 lat, taki słodziak śmieszny, jest chyba najbardziej z naszej rodziny lubiany. Nie lubi zdjęć, ale nie ma nic przeciwko, żeby go kamerować.

*

- Dziecko w rolę aktora wchodzi automatycznie. Jego intencją staje się pozyskanie publiczności - uważa Anna Resler. - Czy robi to dla siebie, czy też kreuje swoje zachowania pod publiczność, kierując się tym, jaki będzie odbiór, jakie komentarze? Trudno potem to oddzielić. Czasem potrzebne są lata terapii, żeby odzyskać kontakt ze sobą, uświadomić sobie, jakie są moje własne pragnienia, a nie oczekiwania publiczności.

Dzieci mogą przecież bardzo różnić się temperamentem od swoich rodziców. Nie wiemy, kim będą w dorosłości. Mogą mieć inne granice intymności. Rodzic może być pewny siebie, entuzjastyczny, otwarty, odważny, ekspansywny. Teraz dla dziecka jest on całym światem, tak wielkim autorytetem, że ono za nim podąża, zwłaszcza, że nie zna jeszcze własnych pragnień. Ale kiedy dorośnie, może powiedzieć: „To nie było moje. Brałem w tym udział, ale robiłem to tylko dla was, mamo, tato, bo wy tego chcieliście. A teraz się tego wstydzę”.

Zachowanie intymności jest istotne do budowania własnej tożsamości, z podziałem na to co ukryte, a co jawne. Nastolatki często nie chcą oglądać swoich zdjęć z dzieciństwa, wstydzą się własnej niedojrzałości, dziecięcości. A takie nagranie wiele osób obejrzało, pamięta je lub może odtworzyć. I od tego nie ma ucieczki.

Często słyszę w gabinecie od dzieci, że nie lubią, kiedy mama czy tata rozmawiają o nich z innymi. Nie lubią, kiedy rodzic jest narratorem, wolą sami o sobie opowiadać, same być reżyserami swojego życia. We vlogach reżyserem jest rodzic, a dziecko jest zaproszone tylko do roli aktora.

Rodzice twierdzą, że kontrolują to, co pokazują. Do pewnego stopnia. Na początku być może ta kontrola, ta wolność mówienia tylko tego, co się chce, jest duża. Ale w miarę wzrostu popularności, wolności ubywa, bo rosnąca społeczność wywiera presję - prosi, osądza, chwali, krytykuje. Pojawiają się komentarze odnośnie sposobu wychowywania dzieci. Pytanie, jak to się ma do autorytetu rodziców? Czyje zdanie jest ważniejsze? „Nie dałoby się tego ukryć” – mówią. Czyli już nie robimy do końca tego, co chcemy. Zwłaszcza, że pojawiają się zyski, więc rodzina staje się zależna nawet finansowo od widzów.

Nie można już sobie odpuścić tygodnia czy dwóch tygodni, bo widzowie się znudzą i przełączą kanał i tam wzrośnie ilość subskrypcji i wyświetleń. Im dalej w las, tym mniej wolności.

*

Vlogi rodzinne mogą budzić kontrowersje, ale jeśli spojrzeć na to z szerszej antropologicznej perspektywy, to przez tysiąclecia większość ludzi żyła w dużych wspólnotach – plemionach, wsiach, wielopokoleniowych rodzinach, gdzie nie było miejsca na intymność i prywatność. Wszystko odbywało się na forum całej wspólnoty, każdy o każdym wszystko wiedział. Może dzisiaj w wirtualnym świecie wracamy po prostu do tego, czego naprawdę jako istoty społeczne potrzebujemy: do życia w dużej, tym razem wirtualnej, społeczności?

- Vlog to taki reality show, w którym ci najbardziej otwarci i odważni – pokazują siebie, a większość ogląda - mówi Anna Resler. - Może to skutek atomizacji rodzin w wielkich miastach i braku rodzin wielopokoleniowych, tych babek i prababek, kum i ciotek, które siadały na ławeczce i plotkowały, co u kogo i kto z kim? Potrzebujemy przejrzenia się w zwierciadle grupy, dzięki obserwacji, dzieleniu doświadczeniami uzyskujemy wsparcie. Człowiek bardzo potrzebuje poczucia przynależności do wspólnoty większej niż rodzina podstawowa. Jesteśmy coraz bardziej niezależni i mobilni, ale psychicznie wciąż pozostajemy bardzo silnie istotami społecznymi, z silną potrzebą przynależności grupowej.