Ewangelistka marki

autor: Wojtek Staszewski

Ojciec jej kiedyś powiedział: wszystko, co masz zrobić, zrób przed czterdziestką. Barbara na koncie ma na razie książki, studia, specjalistyczny blog, fakap oraz własną firmę


OD HR DO FIZYKI KWANTOWEJ

Na studiach stacjonarnych, nie miałam możliwości robienia kariery w korpo, więc zaczepiłam się w małych firmach związanych z HR.

Kielce, lata 80. Idą z ojcem (ma własną firmę kowalstwa artystycznego) na podwórko, na huśtawki. Trzyletnia Basia z bratem i ojcem. On, zamiast huśtać, tłumaczy działanie dźwigni. Potrafi zainteresować ich wszystkim. Najważniejsze, co przekazuje dzieciom, to ciekawość (że idąc przez życie, należy ciągle stawiać pytanie: jak to działa?) oraz wiara i zrozumienie dla ludzi (że nikt nie jest po prostu zły, tylko ma swoją historię i swoje motywacje).

– Przez to pracownicy mówią mi czasem, że jestem naiwna – śmieje się Barbara Zych, szefowa Employer Branding Institute. Na spotkanie przychodzi w klasycznej ramonesce, która kontrastuje z przetykanym srebrną nitką golfem, delikatnymi kolczykami i blond lokami. Żywa energia, nikt nie powiedziałby, że pół dzieciństwa spędziła w szpitalach, i to cały czas walcząc z bólem. Miała problem z biodrem. Lekarze powiedzieli jej rodzicom, że będzie jeździła na wózku. Alternatywą były ciągłe operacje i wydłużenie kości nogi specjalnym aparatem wrzynającym się w ciało. Bolało. I zahartowało ją jak mało co.

Nie jest przez to gwiazdą towarzystwa, ale za to świetnie się uczy. W szkole podstawowej startuje w olimpiadzie chemicznej, potem w trzy i pół roku kończy psychologię, przez rok studiuje także prawo (ale uznaje, że w tej dziedzinie niczego nie da się stworzyć). W czasie studenckich wakacji myje kible w Anglii: – To bardzo hartujące charakter doświadczenie – jesteś nikim, dla nikogo nic nie znaczysz i musisz zbudować swoją wartość od zera. To w takich momentach odkrywasz, jakim człowiekiem jesteś. Z tamtego okresu mam wieloletnie przyjaźnie i przyszywaną drugą parę rodziców. No i dobry angielski.

Warszawa, 2001. Zaraz po studiach aplikuje do Toyoty. Chcą ją zatrudnić w Brukseli, ale tylko w twardym HR, gdzie pracuje się z Excelem i liczbami, a nie z ludźmi: – Chciałam się rozwijać w miękkim zarządzaniu, nie wiedziałam wtedy, że do takiej korporacji trzeba się dostać na obojętnie jakie stanowisko, a potem można je zmienić. Nie miałam problemu, aby odmówić, bo najważniejsze to robić to, co cię ciekawi.

Dostaje się na studia doktoranckie na Uniwersytet w Yorku w Anglii. Nie przyjmuje oferty, która zakłada trzy lata badań w zamkniętym laboratorium nad wąskim teoretycznym tematem.

– Zdecydowałam się na robienie doktoratu w Polsce, bo tutaj stypendium doktoranckie jest tak niskie, że trzeba pracować, żeby się utrzymać. A ponieważ byłam to był dobry krok: – Jak jesteś ambitna i masz olej w głowie, to w małych zespołach ludzie szybko to dostrzegają. Jak masz mądrego szefa, a ja takich miałam, to takie miejsce daje ci dużo większe możliwości niż korpo. Moi szefowie zapewniali mi dużą swobodę i zlecali naprawdę rozwojowe projekty. Do dzisiaj z większością z nich mam kontakt, pomagamy sobie. Bardzo doceniam zaufanie, na które się odważyli – pozwalali mi brać się do tak trudnych tematów w tak młodym wieku. Sama praca w rekrutacji szybko mnie znudziła, wytrzymałam niecały rok. Szybko przeskoczyłam do tworzenia narzędzi, np. do team coachingu dla firm doradczych czy testów do rekrutacji. Gdy miałam 24 lata, pisałam podręczniki dla konsultantów HR, tłumaczone na trzy języki, w duchu fizyki kwantowej, której uczyłam się na Politechnice Wrocławskiej na wydziale matematyki, potem na LSE w Londynie i na Uniwersytecie w Manchester w Anglii. To był najambitniejszy okres w moim życiu – pamiętam, jak w dzień siedziałam na wykładach z dużo starszymi matematykami i testowałam chaotyczne zachowania systemów, a nocami studiowałam teorię fizyki kwantowej – nadrabiałam moje humanistyczne wykształcenie i szukałam odpowiedzi na pytanie: jak to działa?


OD PASJI DO PIERWSZEJ KASY

40 tys. zł nie spada z nieba – po prostu nauczyła się, jak te pieniądze zdobyć. Kiedy jeszcze wybierała się na studia doktoranckie za granicę, postanowiła zdać test z akademickiego angielskiego TOEFL. Zaczęła od przeczytania książki „Cracking the TOEFL” – pokazuje ona mechanikę układania pytań egzaminacyjnych. Egzamin zdała, nigdy tego nie wykorzystała w praktyce, ale umiejętność rozumienia, jakich odpowiedzi oczekuje komisja, przydała się, i to bardzo. Zaczęła prowadzić pierwszego bloga dla branży HR w Polsce. Robiła to po pracy, napędzana pasją dzielenia się pomysłami, ale liczba użytkowników rosła, więc mogła myśleć o monetyzacji bloga.

Żeby to zrobić skuteczniej, postanawia przekształcić go w portal. Ale skąd wziąć pieniądze na postawienie i utrzymywanie takiej dużej strony? Składa wniosek do urzędu pracy w Kielcach o 40 tys. zł bezzwrotnej dotacji. – Biznesplan napisałam sama. Bo dzięki „Cracking the TOEFL” umiałam popatrzeć na moje przedsięwzięcie oczami komisji oceniającej. I dostałam te pieniądze, mogłam zatrudnić dwie osoby i zacząć budować zasięg. Po roku-dwóch osiągnęłam masę krytyczną pozwalającą na monetyzację bloga. Do dziś portal HRstandard.pl to lider w kategorii HR, ma 60 tys. unikalnych użytkowników co miesiąc. Wtedy 5-7 tys. UU w niszowej kategorii to był superwynik.

Kiedy spytać Barbarę o konkretne sumy, uśmiecha się tylko: – Ja nie mam fokusu na kasę. Tak samo jak ojciec. Pracuję dla pasji – robię ciekawe rzeczy, które mają wartość dla innych. Pieniądze przychodzą jako efekt, nie są celem samym w sobie. Poza tym szkoda mi życia na robienie rzeczy nieciekawych.


OD DIADY DO FAKAPU

W roku 2011 zaczyna wiązać wszystkie nitki. Po pierwsze, naukową – obroniła w końcu pracę doktorską o dynamice orientacji kontroli w diadach, czyli o tym, jak role w dwuosobowych relacjach zależą od dodatkowych okoliczności. I nawet nie przeczuwa, jak szybko będzie to musiała sprawdzić w praktyce. I że na sobie przerobi całą stojącą za tym doktoratem nowoczesną psychologię, która odchodzi od równań liniowych, inspiruje się teorią chaosu, fizyką kwantową i efektem motyla.

Po drugie, teoretyczną – pokazała się na portalu jako profesjonalistka. Wprowadziła i wypromowała w Polsce pojęcie employer branding, czyli budowania marki pracodawcy.

Po trzecie, praktyczną. Już w 2009 r. zaczęła organizować konferencje HR-owe Warszawskie Dni Rekrutacji i HRcamp; ta druga będzie miała w tym roku dziesiątą edycję. Co roku przyjeżdża na nią 300-400 specjalistów z całej Polski. Teraz wynajmują na spotkanie kino i oferują wyszukany catering, a za wejście trzeba zapłacić ponad tysiąc złotych. Barbara zaś uśmiecha się na wspomnienie tej pierwszej konferencji – z darmowym wstępem i pierogami ruskimi na lunch.

Na konferencjach można też nawiązać kontakty. I rzeczywiście – zgłasza się duży klient ze zleceniem z dziedziny budowania marki pracodawcy.

Decydują się na założenie agencji Employer Branding Institute – drugiej w kraju, która specjalizuje się w tej dziedzinie. We trójkę – Barbara, jej narzeczony i wspólna koleżanka.

Inwestycja jest praktycznie bezkosztowa, trzeba tylko zarejestrować firmę w urzędzie, zdobyć NIP i założyć konto w banku – a pierwszy klient już czeka z umową do podpisania i gotówką do przelania.

Oprócz portalu robi wtedy drobne projekty dla innych firm, pisze książki. – Dobrze zarabiałam. Ale chciałam założyć coś swojego – wspomina dziś. „Pierwsza schizma” – jak to nazywa – przychodzi już po roku. Dzisiaj już wie: – Trzeba dobierać wspólników, co do których ma się pewność: wspólne cele i wspólne wartości. A jak ktoś po kilku miesiącach rozkręcania firmy, kiedy praca jest non stop, wyjeżdża na miesięczny urlop, to się zastanawiasz, czy jest wam po drodze.

Kiedy wspomina tamtą sytuację, to wie, jak się powinno rozpoczynać każdą spółkę. Od ustalenia, jak się rozstawać. – Nikt, biorąc ślub, nie ustala, jak będzie wyglądał rozwód – tłumaczy. – Ale w biznesie powinien być szczery układ. Takie rzeczy trzeba ustalić wcześniej.

Oni nie ustalają, więc zaczynają się kłótnie: – Ja po ojcu potulna, każdego próbowałam tłumaczyć. Ale skończyło się wszystko w emocjach, tarciami i z prawnikami u boku.

Zostają więc we dwoje. Diada jak z doktoratu Barbary. Narzeczony zostawia drugą pracę, angażuje się w firmę na 100 proc. Zatrudniają pracowników, on będzie nimi kierował, a Barbara odpowiada za produkty i metodologię.

Prywatnie też diada się zacieśnia – kupują razem mieszkanie na kredyt, planują dziecko, wspólne życie. Razem pracują, mieszkają. Jak wracają do domu, to gadają o pracy. Aż do romansu jej partnera. Kiedy Barbara się o tym dowiaduje, w jednej minucie zawala jej się cały świat – życie prywatne i zawodowe w jednym.


OD FAKAPU DO SIŁY NAPĘDOWEJ

Nazajutrz robi błąd. Gdyby mogła cofnąć czas, stanęłaby rano przed zespołem i opowiedziała o sytuacji jeszcze dokładniej niż teraz, w tej rozmowie. Żeby wszyscy wiedzieli, o co chodzi. Ale wtedy uznaje, że nie będzie obarczać ludzi swoimi osobistymi problemami. Musi stanąć na czele firmy. Odłożyć swoje ulubione modele naukowe i przejąć kierowanie ludźmi. – Nie robiłam optymalizacji, ale musiałam przejrzeć procedury, zobaczyć, jak ludzie pracują. I sporo osób się poobrażało – opowiada. – Ludzie nie wiedzieli też, co takiego zaszło między nami, i nikt nie chciał
stanąć po mojej stronie.

Sprawy sercowe z byłym narzeczonym załatwiają szybko, ale węzeł biznesowy okazuje się trudniejszy do rozplątania. On chce, żeby pracowali razem, jak dotąd. Barbara się nie zgadza, nie tyle z powodu ran w sercu, ile zasady: nie pracuje się z kimś, kto ma inne wartości.

Kiedy dziś patrzy na tamten czas, to myśli, że może dobrze, że miała wtedy tyle na głowie. Dzięki temu się nie rozsypała. Bo o wszystkim wiedziała tylko jedna najbliższa przyjaciółka, tylko jej mogła się wypłakać.

Udaje jej się spłacić byłego wspólnika i może wreszcie odetchnąć. Czuje, że jest siłą napędową firmy. Opowiada znajomym, co ją spotkało: – Ludzie to dobrze przyjęli, dali mi wsparcie. Jedna dziewczyna, która się wcześniej obraziła i odeszła, teraz zadzwoniła i płakała w słuchawkę.


OD STABILIZACJI DO ŚWIATA

Rok zajmuje Barbarze ustabilizowanie firmy. Zwiększa zyski, odkłada pieniądze na funkcjonowanie na pół roku do przodu. Ale zanim przejęła rządy, czasem nerwowo czekała na fakturę od klienta, żeby zapłacić ludziom pensje.

– Teraz przede mną przeskoczenie odziedziczonej mentalnej bariery, którą przekazał mi ojciec. On zawsze prowadził małą firmę, a ja chcę przekształcić moją w dużą światową agencję opartą na wiedzy – mówi Barbara.

Pierwsze kroki już zrobiła. W 2017 r. zmieniła model z obsługi customowej na narzędzia skalowane. Wcześniej przychodził klient, obsługiwali go od początku do końca – zamawiali badania na temat jego marki i krok po kroku pracowali nad poprawieniem jej postrzegania. Teraz zamawiają badania od razu dla największych 300 marek w Polsce, płacą niewiele więcej, a są krok do przodu. W kolejnych punktach też wprowadzają algorytmy analizujące informacje. Barbara jest z siebie dumna: – Tworzymy rzeczy, których przed nami nikt nie zrobił. Łączymy świat nauki i biznesu, bo oferujemy rozwiązania, które zdobywają uznanie na świecie. Ciekawość w końcu się opłaca!

Wykłada na Uniwersytecie SWPS. Kiedyś tego nie lubiła, rok wykładów w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej wspomina jako porażkę. Teraz inaczej podeszła do sprawy: – Zaangażowałam siebie, sama tym byłam zajarana. Dałam słuchaczom do rozwoju jeden z moich produktów i obiecałam, że będą sobie mogli wpisać do CV, że pracowali nad tym projektem. A jak powiesz ludziom, że mogą użyć swojego potencjału i ktoś na tym naprawdę skorzysta, to się sami nakręcają. Od 2014 r. prowadzi studia podyplomowe dla menedżerów z zakresu employer brandingu na Akademii Leona Koźmińskiego – zarządza programem, wykłada. Ma już ponad setkę absolwentów – specjalistów i menedżerów największych firm w Polsce: – Miło widzieć, jak przez edukację masz wpływ na rozwój branży i rynku. Jak pięknie ludzie się rozwijają i naprawdę potem robią świetne rzeczy.

Namawia do ciekawości i poszukiwania swojego miejsca w życiu zawodowym: – W zeszłym roku wypromowałam akcję społeczną Pracujebolubie.pl. Pomysł powstał na bazie mojego zainteresowania szczęściem i ikigai (z japońskiego „powód, dla którego wstajesz z łóżka”). Podczas samotnej podróży po Europie pytałam o to ludzi w różnych krajach, tak narodziła się idea badania szczęścia ludzi W pracy. Dziś to jedna ze znanych inicjatyw w Polsce, edukująca na dużą skalę ludzi o tym, jak dbać o poczucie szczęścia w pracy.

Na ostatnie urodziny idzie do salonu i kupuje sobie czerwone auto. Żeby pojechać w podróż po Europie. Dużo podróżuje, bo „to daje przestrzeń do myślenia”.

Wiedeń 2018 r. Tutaj rozpoczyna podbój świata. Na konferencjach w Wiedniu i Budapeszcie prezentuje partnerom w Europie swoje narzędzia: – Dzięki współpracy z uczelniami z całego świata mamy też otwarte rozmowy o wejściu na rynek indyjski. W ostatnim miesiącu rozpoczęliśmy wdrażanie jednego z naszych narzędzi dla dużego klienta w dziesięciu krajach Europy. Jeszcze w tym roku ściągam do Polski największe sławy w dziedzinie analityki talentów – będą promować nowe podejście do HR. Jestem podekscytowana, że mogę być agentem zmiany.

Ojciec jej kiedyś powiedział: wszystko, co masz zrobić, zrób przed czterdziestką. Barbarze zostały jeszcze cztery lata: – Ale mam plan, żeby po pięćdziesiątce zająć się terapią poznawczo-behawioralną. Czteroletnią szkołę terapii skończyłam w czasie studiów. Nie miałam na to kasy, ale dzięki pracy w Anglii znałam angielski, a oni potrzebowali symultanicznego lektora i dzięki temu mogłam się uczyć za darmo. Mam pomysł, jak połączyć psychoterapię ze sztuczną inteligencją, nawet już zarezerwowałam domenę i zrobiłam biznesplan. Mam nadzieję, że na starość uspokoję się na tyle, aby poświęcić się temu tematowi.


BARBARA ZYCH Specjalistka w budowaniu marek pracodawców. Robi to teraz jako założycielka i szefowa EBI – Employer Branding Institute. Wykłada na SWPS i Akademii Leona Koźmińskiego. Sama mówi o sobie: pies na pracę