Wolność, spokój i spełnianie marzeń - to dla kobiet oznacza samodzielność finansową

Podobno pieniądze szczęścia nie dają, ale wolność finansowa potrafi odmienić życie. Zapytaliśmy kobiety o to, co się u nich zmieniło, od kiedy przestały być zależne finansowo od swoich rodziców i partnerów. Oto co nam powiedziały.

WOLNOŚĆ

Kalina, 28 lat, tłumaczka i niania z Warszawy

- Pierwszą pensję w całości wydałam na rachunki. Puściłam przelew za mieszkanie i na koncie zostało mi 158 zł. Po chwili było już tylko 138 zł, bo w osiedlowym sklepie kupiłam wino, żeby uczcić początek nowego życia, w którym wreszcie nie byłam zależna finansowo od rodziców.

Mój problem z byciem na garnuszku u mamy i taty wiązał się z tym, że ich zdaniem „kto daje pieniądze, ten ma władzę”. Najpierw przekonali mnie, żebym podczas studiów nie podejmowała pracy, tylko skupiła się na nauce, a potem próbowali wpływać m.in. na to, z kim pojadę na wakacje czy którą kurtkę zimową mam wybrać. Ostatecznym argumentem zamykającym wszelkie dyskusje z ich strony było „nie zapłacimy za to”.

Własne pieniądze, nawet jeżeli nie jest ich zbyt dużo, oznaczają dla mnie wolność, która jest bezcenna, a wychodzi zwykle w najprostszych, codziennych sprawach. Dzięki nim mogę decydować co, kiedy, gdzie i z kim zjem. Gdzie zrobię zakupy. Czym pojadę na drugi koniec kraju, żeby obejrzeć wystawę ulubionej malarki. Gdy będę miała ochotę, to w każdej chwili mogę je wszystkie komuś oddać, albo się zapożyczyć, żeby kupić sobie całkiem nieprzydatną i nieprzyzwoicie drogą rzecz, o której skrycie marzę. Wszystko zależy tylko i wyłącznie ode mnie.

Fot. istock

SPOKÓJ

Dominika, 38 lat, psycholog z Krakowa

- Przez 10 lat małżeństwa mieliśmy z mężem wspólne konto, na które w całości wpływały nasze pensje. Zarabiamy bardzo podobnie, ale mamy skrajne podejście do pieniędzy. Ja hołduje modelowi „żyje się tylko raz, zaszalej”, a mój szanowny małżonek zna aktualne ceny masła we wszystkich sklepach w okolicy i wysłany po zakupy pojedzie tam, gdzie taniej, a nie bliżej i szybciej.

Nie zliczę, ile przez te wszystkie lata mieliśmy awantur dotyczących pieniędzy. Za każdym razem, kiedy płaciłam kartą bądź wybierałam pieniądze z bankomatu, Marek dostawał na telefon powiadomienie o transakcji. Pamiętam, jak na 35 urodziny kupiłam sobie ekskluzywny i drogi krem przeciwzmarszczkowy. Wychodziłam ze sklepu, kiedy zadzwonił telefon. Tak go ten zakup poruszył, że był w stanie jedynie wydyszeć „ILE?!”. Wtedy pomyślałam sobie, że prezentem urodzinowym numer dwa będzie oddzielne konto w banku.

To zadziwiające, ale dopiero kiedy mąż przestał widzieć ile, kiedy i na co wydaje zarobione przez siebie pieniądze, poczułam, że są moje i mam prawo robić z nimi co chcę. Wcześniej niby też tak uważałam, ale jednak raz na jakiś czas Markowi udawało się wywołać u mnie wyrzuty sumienia po jakimś ekstrawaganckim zakupie.

Co ciekawe, od kiedy większość pieniędzy ląduje na osobnym koncie, poczułam się bardziej odpowiedzialna za stan moich finansów i nawet udało mi się uzbierać niewielkie oszczędności.

Skorzystało na tym również nasze małżeństwo. Po kilkumiesięcznym okresie adaptacyjnym Marek w końcu przestał wypytywać, ile co kosztowało. Właściwie, to przestaliśmy kłócić się o pieniądze.

Fot. istock

SPEŁNIANIE MARZEŃ

Judyta, 53 lata, nauczycielka w szkole podstawowej, mieszka w niewielkiej miejscowości w woj. mazowieckim

Rozwiodłam się po 30 latach małżeństwa. Ponieważ rozstaliśmy się z winy męża, ten łaskawie postanowił zostawić mi mieszkanie wraz z wyposażeniem. Kłopot w tym, że nie mogłam w nim usiedzieć, bo urządzone zostało zgodnie z jego gustem i po tym wszystkim już kompletnie przestało mi się podobać.

Pensja nauczycielki nie pozwala na przeprowadzanie spontanicznych rewolucji, dlatego planując remont, pierwszy raz w życiu wzięłam kredyt. I nie żałuję. W końcu kupiłam wymarzony fotel z podnóżkiem, w którym mam zamiar spędzić emeryturę. Ale zanim się na nią wybiorę, chcę jeszcze zobaczyć kawałek świata. Do tej pory podróżowałam głównie po Polsce. Teraz marzę o podróży do Grecji i Hiszpanii.

Wolność finansowa dodała mi odwagi. W końcu zdecydowałam się na zmiany, z którymi zwlekałam przez ostatnie dekady. Wcześniej ostatnie słowo zawsze należało do męża, bo zarabiał więcej ode mnie.