Tak wygląda Warsztat Pracy

Autor: Maria Bielicka

Przez ogromne witryny przy ulicy Grobla można się przyjrzeć, jak Magda robi wykroje, Dominika ozdabia je niekonwencjonalnymi nadrukami, a pani Małgosia zszywa kawałki materiałów w suknie i płaszcze. Przechodnie zaglądają przez okna, a ci bardziej śmiali wchodzą, by z bliska zobaczyć, co się tu dzieje.

Magda Vencken i Dominika Ignasiak współpracują od czterech lat. Dotąd wynajmowały warsztat na ul. Św. Wojciecha w Poznaniu. Tam nie było witryny ani wejścia prosto z ulicy – lokal mieścił się w bramie i na piętrze, więc przypadkowi goście nie przychodzili. Bywały tylko stałe klientki i takie, które Warsztatu szukały. – Te ostatnie często narzekały, że nie mogą nas znaleźć – przyznaje Magda.


PO PRZEPROWADZCE

Magdzie i Dominice udało się wynająć od miasta pomieszczenia w kamienicy przy ul. Grobla.

W dobrej cenie, bo władze Poznania starają się wspierać rzemieślników, dlatego udostępniają im tanio pustostany w okolicy Starego Rynku, w ramach programu „Zaułek rzemiosła”.

Właściwie wcześniej były to dwa dawno nieużywane lokale – jeden po Motoklubie „Unia”, drugi po pralni. Oba wymagały gruntownych remontów. Pomieszczenie, które zamieniły w szwalnię, było wcześniej wytapetowane. Gdy zdjęły tapetę i zaczęły zeskrobywać warstwy starych farb, odkryły zdobienia, które postanowiły wyeksponować. Ostatecznie ściany mają dość nietypowy wygląd, ale stanowią fajnie tło dla szafek z surowej płyty OSB i dużych luster. To królestwo pani Małgosi Dudy, która jest mistrzem krawieckim i pracowała jeszcze w Modzie Polskiej. Teraz stanowi prawdziwą podporę Warsztatu Pracy.

PIOTR SKÓRNICKI/AGENCJA GAZETA

W większym pomieszczeniu, należącym wcześniej do pralni, na ścianach były panele, a na podłodze kafle. I kafle, i panele udało się zaadaptować tak, że dziś są częścią wystroju Warsztatu i sklepu. Sporo miejsca zajmuje tu ogromny stół, na którym Magda robi wykroje oraz stół do drukowania Dominiki.

Bliżej wejścia jest część sklepowa, obwieszona damskimi ubraniami, ale jest też trochę sukienek dla dziewczynek. W tej części stoi sofa z firmowymi poduszkami, a na podłodze leży wełniany dywan. Z narożnika słychać dźwięki wydobywające się z gramofonu. Ten „domowy” kącik bardzo ociepla przemysłowo wykończone wnętrze Warsztatu Pracy.

Choć oficjalnego otwarcia jeszcze nie było, wszystko już działa na pełnych obrotach. Przechodnie zaglądają przez okna, a ci bardziej śmiali wchodzą, by z bliska zobaczyć, co tu się dzieje. Zagadują, dopytują. I cieszą się, że dawno opuszczone pomieszczenia wreszcie ożyły. – Ostatnio odwiedziła nas 80-latka. Mówiła, że nasze rzeczy są na nią zbyt odważne i nie chciała ich przymierzyć. Ale obiecała, że sprawę przemyśli i jeszcze do nas zajrzy – opowiada Magda.


POSTANOWIŁA ZACZĄĆ OD NOWA

Magda i Dominika znają się z czasów, gdy Magda zajmowała się jeszcze fryzjerstwem. Pierwszy lokal, w latach 90., otworzyła na ul. Gwarnej. Mieścił się w bramie, w pomieszczeniach po garażu. – Remontowaliśmy go razem z moim ówczesnym chłopakiem, musieliśmy nawet zlikwidować kanał, który wcześniej służył do naprawiania aut – wspomina Magda. – W tym zakładzie zatrudniałam sześciu superzdolnych fryzjerów, wszyscy mieliśmy poumawianych klientów na kilka tygodni do przodu. Stawialiśmy na dobre strzyżenia, odważne fryzury i naturalność. W tym zespole był były partner Dominiki Krzysztof Nawrot – tak się poznałyśmy.

Następny salon Magda otworzyła na ul. Krysiewicza, a w 2000 r., właśnie z Krzysztofem stworzyła „Grupę Fryzjerzy”, która zajmowała się nie tylko cięciem włosów, ale też organizowaniem pokazów.

Pokazy były nietypowe: – Na miejscu czesali ludzi tak, by pasowali do scenki, w której chwilę później mieli wystąpić. Na przykład do scenki „Plaża 30”, czyli plaża w latach 30., prezentowanych w ramach festiwalu Malta OFF w 2000 i 2001 r. – opowiada Dominika. – Albo w bramie na Nowowiejskiego wystawiali „Wojnę włoską”. Wtedy aktorów, a byli to ich klienci i znajomi, ubrali w mundury żołnierzy włoskich z lat 40. i uczesali tak, żeby wszystko pasowało.

Potem Magda przez kilka lat czesała klientki w pracowni przy swoim domu na ul. Krasińskiego, ale w końcu poczuła się fryzjerstwem zmęczona. Dlatego po czterdziestce postanowiła zmienić swoje życie i zająć się czymś zupełnie innym. A że zawsze interesowała się modą, zdecydowała, że postawi na szycie.

Zaczęła od lekcji rysunku modowego u Dominiki, bo chciała umieć narysować swój pomysł. Brała też lekcje krawiectwa u bardzo dobrej krawcowej Zofii Łotockiej, która pokazała jej, jak ważne są szczegóły i troska o detale. Dalej uczyła się fachu w poznańskiej szkole „Forma”, którą skończyła z dyplomem konstruktora odzieży. Tak została też projektantką.

PIOTR SKÓRNICKI/AGENCJA GAZETA

Dominika natomiast skończyła grafikę warsztatową na poznańskim Uniwersytecie Artystycznym. Dyplom zrobiła w pracowni serigrafii u prof. Mirosława Pawłowskiego. Dzięki unijnej dotacji, z projektu dedykowanego kobietom, cztery lata temu kupiła sprzęt do drukowania na sicie, czyli urządzenie do naświetlania siatki drukarskiej i stół do drukowania przygotowanych wzorów na materiale lub papierze.

– Wtedy pomyślałyśmy, że można by spróbować robić coś razem – wspominają wspólniczki.


MUCHA NIE SIADA

Ubrania, które powstają w Warsztacie Pracy, są bardzo kobiece, ale nie do końca grzeczne. – Staramy się, by każdy miał jakiegoś zadziora, czasem jest to nawet zaprawione kiczem, ale w pełni świadomie – mówi Dominika.
Ciuchy zawsze szyte są z jednobarwnych materiałów, bo ich ozdobą są nadruki. To one w dużej mierze sprawiają, że sukienki czy płaszcze potrafią zaskoczyć. Na przykład głębokim wycięciem z tyłu lub nadrukiem na plecach. Czasem to kwiaty, a czasem wielka mucha. Dominika twierdzi, że to nie mucha, ale złotook zielony, owad z zielonkowatymi, przezroczystymi skrzydłami.

Zatem ten złotook, który przysiada na sukience czy płaszczu i ma jakieś 30 cm długości, naprawdę przyciąga uwagę. Zwłaszcza że jest złoty lub srebrny.

Trudno też przejść obojętnie obok sukienki w bakterie e-coli i gronkowca. Kolorowe bakterie kształtem przypominają kiełbaski.

Charakterystyczne dla Warsztatu Pracy są też wzory liści palmowych. – Najlepiej sprzedają się właśnie czarne sukienki w zielone liście. Na Niedzielę Palmową zawsze robimy ich promocję – zdradza Dominika. Gdy rozmawiamy, sama ubrana jest w żółtą sukienką w zielone liście.

– To nie jest nowa kolekcja – precyzują właścicielki Warsztatu. – Ostatnia jest trochę opóźniona, właśnie z powodu przeprowadzki.

W ofercie mają też koszulki z zabawnymi nadrukami, poduszki i torby – wszystko starannie wykończone.

Sukienki, które najczęściej się sprzedają, kosztują od 280 do 400 zł, ale są też takie za 850 zł. Na torbę, koszulkę czy poduszkę trzeba wydać 130 zł.
Sukienka uszyta na zamówienie to minimum 500 zł, ale suknia ślubna kosztować może nawet 2 tys zł, wszystko zależy od stopnia skomplikowania, a więc i od tego, ile czasu trzeba poświęcić na jej uszycie.


W TROSCE O DETAL I EKOLOGIĘ

Materiały Magda kupuje w 80 proc. od polskich producentów, w Łodzi. To bawełny i bawełny organiczne, z certyfikatami.

Czasem zamawia materiały w specjalnie wybranych kolorach. – Śledzimy trendy i trochę się nimi inspirujemy – wyjaśnia. – Tylko płaszczy nie da się uszyć z polskich materiałów, bo włoskie są dużo lepszej jakości. Dlatego też płaszcze są znacznie droższe – kosztują od 1300 do 1500 zł.

Dominika i Magda chcą mieć wszystko pod kontrolą. Dominika czuwa nad oprawą graficzną Warsztatu Pracy. Same robią metki, taśmy z logo, same też drukują papiery do pakowania. – Chodzi o to, żeby klient, również ten internetowy, czuł, że nie jesteśmy zwykłym butikiem, tylko manufakturą, i nie produkujemy tak jak w Bangladeszu, tylko każda rzecz ma swoją własną historię – tłumaczą.

PIOTR SKÓRNICKI/AGENCJA GAZETA

Zapewniają też, że dbają o środowisko: – Staramy się tak gospodarować materiałem, żeby było jak najmniej odpadków, a te, które są, wykorzystujemy albo przekazujemy na zajęcia plastyczne. Poza tym używamy tylko wodnych farb, żeby nie truły środowiska i nas.

Czy powstałe za pomocą takich wodnych farb wzory są trwałe? – Zalecamy pranie ręczne, ale same swoje rzeczy pierzemy w pralce. Każda rzecz ma swoją trwałość, ale nie zauważyłam, żeby nadruki spierały się szybciej – mówi Dominika. – Oczywiście złotooka do pralki bym nie włożyła, ale wzory ze srebrnej i złotej folii są na rzeczach, które i tak trzeba raczej prać ręcznie lub chemicznie.


PLANY NA PRZYSZŁOŚĆ

Nowa lokalizacja to nowe możliwości i plany. W ramach realizacji tych planów Magda chce lepiej dopasować ofertę do oczekiwań klientek, tak by mogły wybrać kolor, nadruk i rozmiar. – Musimy być bardziej elastyczne – tłumaczy.

PIOTR SKÓRNICKI/AGENCJA GAZETA

Zamierza też więcej czasu poświęcać na szycie miarowe. Marzy jej się bliższa współpraca z panią Zofią Łotocką, którą uważa za swoją mistrzynię.
Inne plany? W nowej siedzibie Dominika chce prezentować swoje grafiki i kartki, oczywiście również robione techniką sitodruku. Na razie można je kupić tylko w „Kwiatach i Miodzie”, kwiaciarni na Jeżycach.

Magda z Dominiką planują też organizować warsztaty dla starszych i młodszych zainteresowanych szyciem i drukowaniem na sicie. Obliguje ich do tego zresztą udział w programie „Zaułek rzemiosła”. Dominika ma już doświadczenie w prowadzeniu zajęć, bo w szkole Montessori uczyła plastyki. Współtworzyła też projekty teatralne dla dzieci razem z Magdaleną Szmigiel-Taube, pod nazwą Kiddieco. – Uczestnicy naszych warsztatów będą mogli uszyć np. torbę i ozdobić ją nadrukiem. Albo będziemy wspólnie robić okolicznościowe kartki – planują Magda z Dominiką.
Zamierzają też przyjmować praktykantów i uczyć ich warsztatu. Ze School of Form i Uniwersytetu Artystycznego już do nich studenci przychodzą. Teraz myślą, żeby zachęcić uczniów Technikum Odzieżowego.
– Chciałybyśmy też robić tu wystawy, bo szkoda, żeby taka przestrzeń była nie do końca wykorzystana – mówią. Konkretów jednak nie zdradzają.